Szklarska - zapaleni turyści

Do Szklarskiej Poręby przyjechaliśmy już rankiem. Tyle człowiek czeka na urlop, że barbarzyństwem byłoby marnować choćby jeden dzień. Pierwsze wrażenie jest zawsze najważniejsze, a słońce pięknie błyszczące nad Śnieżnymi Kotłami tak, że jego refleksy odbijają się o przekaźnik telewizyjny, to było przeżycie prawdziwie duchowe. Aż chciało się wziąć za plecak i pognać na szlak. Druga niespodzianka, równie miła, co pierwszy ogląd kurortu, to nasz pensjonat. Nazywa się tak jak miasto,
Szklarska i jest dużo bardziej fajny w rzeczywistości, niż w internecie. Po odświeżeniu się i przebraniu wyszliśmy od razu w góry. W miejscowym biurze turystycznym Al-mar kupiliśmy niezbędne mapy i przewodniki. Na pierwszy dzień zaplanowaliśmy zdobycie Szrenicy. Poszliśmy trochę na łatwiznę, bo skorzystaliśmy z podwózki wyciągiem, ale tylko w jedną stronę. Potrzebowaliśmy przecież rozgrzewki. Szklarska Poręba z góry wygląda przepięknie. Można się w tym uroczym miasteczku zakochać od pierwszego wejrzenia.