Szczyrk - wielkanoc
Na wielkanoc wybraliśmy się w tym roku do Szczyrku. Nasz Walduś tej zimy tak chorował, że trzeba było nasze dzieciątko gdzieś wywieźć, by nabrał trochę siły po tych ciągłych infekcjach. Całkiem przypadkowo wyczytałem ofertę pensjonatu
Szczyrk i namówiłem żonę, byśmy po prostu spędzili święta tym razem inaczej niż zwykle. Nie było jej za bardzo w smak, bo jest tradycjonalistką i nie wyobraża sobie nie upiec mazurka, czy nie zaparzyć swojej własnej szynki, ale argument naszego synusia zwyciężył. Szczyrk przywitał nas iście wiosenną pogodą. Już straciliśmy nadzieję, ze pobyt się nam w ogóle uda, bo jeszcze w domu codziennie padało i nie zanosiło się na zmianę frontu. Miło się pozytywnie zaskoczyć, a tak było, bo nawet się podczas tego świątecznego pobytu pięknie opaliliśmy. Mięsiwo zabraliśmy z domu, mazurka też, a w pensjonacie jedzenie było tak dobre, że nie udało się nam nie przytyć. Mialo być tradycyjnie i było. Żona stwierdziła, że to nie był wcale głupi pomysł, by święta spędzić poza domem.